• Wpisów:309
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 17:00
  • Licznik odwiedzin:27 945 / 2952 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zdarza się, że o czymś marzymy, chcemy być szczuplejsze, mieć lśniące włosy, zadbane paznokcie, super ciuchy w szafie, zabójcze buty, markowe okulary, maszynę do koktajli, znać się na sztuce- można wymieniać w nieskończoność. Tymczasem co nas powstrzymuje? Spełniajmy się, bądźmy jakie chcemy być, bez ściemy, bez kompleksów, bez zahamowań. Nałóżmy czerwoną szminkę i idźmy na spotkanie ze sobą. Przecież możemy wszystko, bo czemu by nie? Wystarczy wiedzieć czego się chce i mieć odwagę być, po prostu, od tak. "Życie nie ma sensu, jeśli nie czujesz, że żyjesz"
  • awatar one republic: Wiedzieć czego się chce to już jak dla mnie więcej niż połowa sukcesu... łatwiej jest realizować cele niż błądzić po omacku:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czasami wydaje się, że wszystko płonie, że życie wypala nas, że niedługo zostanie z nas garstka popiołu rozwiewana przez wiatr.
Może jesteśmy jak ten płonący krzew. Jesteśmy cudem, dlatego płoniemy... lecz nigdy do cna.
 

 
Czasami chyba trzeba przez to przejść. Wypłakać się jakby świat mówił "jesteś do niczego", a potem wciągnąć nos, przetrzeć oczy, wstać i iść dalej starając się by było lepiej, cokolwiek to ma zanaczyć. Trzeba się podnieść i iść biorąc zycie trochę mniej serio.
Może siłą jest lekkość?
 

 
Jak bardzo się od siebie różnimy? Jak bardzo studiowanie matematyki różni się od kierunków humanistycznych?
Często powtarzałam, że w każdym kierunku jest jakaś trudność i w zasadzie studiowanie matematyki wcale nie jest takie trudne, jeśli się rzeczywiście uczymy. Dziś już sama nie wiem. Ślęczę nad jakimiś tensorami, wektorami kowariantymi i kontrawariatnymi... studjuję znaczkologię... Jutro koło, a ja w czarnej d. Chociaż czasem sobie myślę, że moja nierozumność w tej sprawie świadczy o tym, że jestem normalna. Czy może przeciętna? Kim ja właściwie jestem?
 

 
To denerwujące. Te męczące uczucie, że coś jest nie takie jakie być powinno. Z pozoru wszystko jest ok. Przecież jestem z nim szczęśliwia, sprawia mi radość, sprawia, że się uśmiecham, interesuje się moim hobby, pyta o to jak minął mi dzień,mówi do mnie "słoneczko", cieszy się z moich sukcesów i podnieca mnie. O co Ci chodzi durna kobieto? Że niby ma zbyt małą ambicję, że trochę leniwy, że w sumie to nie kręci go to co ciebie,że ty jesteś królową parkietu, a on na weselach nie tańczy,że słodzi herbatę, podczas gdy nikt w twoim domu tego nie robi, że trochę chudy i mamie się nie spodoba,że nie je, że ma jakiś problem?
Czy jeśli coś jest dobre to nie powinniśmy tego czuć tak bardzo, że jest to po prostu oczywistym? Czy zadręczamy się niepotrzebnie szukacjąc dalej, więcej, wyżej, podczas gdy mamy to przed swoim nosem? Przecież to czuję, tylko że nie ciągle... to źle?
 

 
"... proponuję, nie zostawiaj nic na szczególną okazję,
Gdyż każdy dzień, który przeżywasz, jest szczególną okazją
Poszukuj wiadomości, więcej czytaj, siedź na werandzie
i podziwiaj krajobraz bez myślenia tylko o swoich potrzebach.
Spędzaj więcej czasu z rodziną i przyjaciółmi, jedz ulubione potrawy,
I odwiedzaj miejsca, które lubisz.
Zycie jest łańcuchem radosnych chwil
Nie tylko o przetrwaniu
Używaj swoich kryształowych kieliszków,
nie oszczędzaj najlepszych perfum,
ale używaj ich zawsze, jeśli czujesz, że tego chcesz.
Odrzuć ze swego słownika wyrazy takie jak:
„kiedyś może", oraz „ później"
napisz ten list, który chciałeś napisać
„może kiedyś"
Powiedz swojej rodzinie i przyjaciołom
Jak bardzo ich kochasz
Nie odkładaj nic, co wprowadza uśmiech
i radość do Twojego życia
Każdy dzień, każda godzina, każda minuta jest wyjątkową
A Ty nie wiesz, czy nie będzie Twoją ostatnią
Jak jesteś bardzo zajęty i nie masz czasu,
by przekazać to przesłanie komuś, kogo kochasz,
i mówisz, że przekażesz je kiedyś „później"
To wierz mi, że kiedyś „później"
może Ciebie już tu nie być, byś mógł to zrobić"
 

 
Czy szczęście to kwestia wyboru? Według mnie tak, absolutnie! Chociaż ta wiadomość jest szczęściem w nieszczęściu.
Dziś patrzę na swoje życie, siedzę przed notatkami i myślę, jeśli to mnie odzwierciedla to nie chcę na to patrzeć, chcę po prostu zamknąć oczy.
To na co patrzymy odzwierciedla nas, odzwierciedla nasze życie, nasze wybory, a więc i to co tak naprawdę mamy w środku. Inna kwestia, że często nasze wybory nie są zgodne z tym na co mamy ochotę. Dlaczego? Przez strach.
Powtarzam w kółko jeszcze tylko pół roku, choć to tak bardzo boli i tak bardzo ogranicza.
Mój cel? Życie inspirujące, życie intensywne, życie szczęśliwe.
 

 
To bardzo zabawne jak wiele i jak mało nam potrzeba do szcześcia. Zaledwie objęcia, zaledwie pocałunku, zaledwie myśli, że ktoś po prostu jest.
Jednak jako ludzie jesteśmy tak różni, tak wielu różnych rzeczy pragniemy, zmierzamy w odrębnych kierukach, czasem tylko przecinając swe szlaki, ocierając się o siebie w ułamku, jakimś skrawku, naszego życia. A w naszych myślach jest wciąż więcej i więcej.. pragnień, marzeń, porządań. Jak temu sprostać, kiedy zacząć się zastanawiać czy nasze dążenia są mżawką czy rzeczywiście powinniśmy się ich trzymać niczym skarbu, którym jest nasz charakter.
Tak, charakter. To on determinuje wszystkie nasze zapędy. Jaki jest wasz charakter? Ja swój określiłabym jako srogi, wrażliwy, ale bezkompromisowy.
  • awatar zmiksowana: Wyjątkowy bądź unikatowy to pozytywniejsze słowa, a równie oddają chrakter słowa "trudny" ;)
  • awatar one republic: Mój jest jednym słowem: trudny, dlatego też ciężko do mnie dotrzeć...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Każdy z nas kiedyś stanie przed dylematem, nieuchronnym momentem kiedy nie da się robić wszystkiego na raz. Jeszcze tyle chcę i więcej, i wciąż więcej!
Czujecie ten głód? Apetyt na życie. Pełne życie. Prawdziwe- z radością, wyrzeczeniem, walką. To właśnie prawda jest potęgą wszystkiego co robimy, ona czycha wszędzie by olśnić nas swoją prostotą i wbrew pozorom niedoskonałością. Na końcu i tak liczy się to czy wciąż wstajemy, a nie czy upadliśmy. Nie liczmy naszych błędów, liczmy nasze małe zmartwychwastania, to, że umieliśmy powiedzieć nie, przeciwstawić się czemuś, być sobą i nie kryć się za sztucznym konwenansem. Czy już dawno tego nie widzieliśmy, że prawda zawsze zwycięży, że nie ma na nią rady, nie ma od niej ucieczki. Ona jest i trwa. Zawsze. Czemu nie wykrzyczymy światu "Oto ja! Takim jaki jestem"? Czy nie gubimy się trochę w codzienności? Dlaczego chcemy uszczęśliwić innych skoro nie potrafimy uszczęśliwić siebie. Czy nie jest tak, że jeśli czegoś nie mamy to też nie możemy tego komuś dać? Jeżeli mamy żal w sercu to co możemy ofiarować drugiej osobie? To proste, chociaż zdajemy się tego nie widzieć. Ukrywamy prawdę, która tam jest i zbiera swoje żniwo. Ona tworzy nas od środka, niszczy lub buduje.
Szukałam swojej pasji i oto jest. Najprawdziwsza prawda. Może to dziwne, ale ona mnie uszczęsliwia. O nią zawszę będę walczyć. Z niej nie zrezygnuję.
 

 
Czasami zaskakujemy samych siebie. Co dzieje się gdy emocje już opadną, my wypowiemy skrywane słowa, a pozostaje to uczucie nietaktu. Przecież wciąż to co powiedzieliśmy jest prawdą, wiąż brzmi tak samo, być może tylko z mniejszym wyrzutem. Przkro jest mi kogoś ranić... Ale czy bardziej nie ranie siebie pozostając w niszczącej w pewien sposób mnie relacji?
On zawsze był. Był moim przyjacielem. Był najlepszy. Mogłam powiedzieć mu wszystko. Jeśli go nie będzie jaka się stanę?
Jest mi tylko jakoś dziwnie dlatego, że zostały wspomnienia, te dobre,te które nie są już dłużej prawdziwe, które są przeszłością, a z rzeczywistością po prostu się mijają.
Kości zostały rzucone. Nie cofnę tego i pewnie zrobiłabym to samo i teraz, bo być może kocham siebie i szanuje bardziej niż mi się wydaje. Troszczę się o to kim jestem i jaka się staje. Obym tylko rzeczywiście była lepsza.
 

 
Dzisiejszy dzień był dla mnie bardzo dziwny i osobliwie obfitował w refleksje.
Krzyk. Kto z was "krzyczy" mówiąc? Ja jestem nad wyraz cicha. Mówię mało, bardzo ważę słowa, a jeśli już puszczę jakąś parę z ust nie do każdego dotrze. Szczerze mówiąc nie zastanawiałam się nad tym czy to dobrze czy źle do czasu kiedy pani w autobusie zajęła się moimi bębenkami wcale nie mówiąc do mnie, a krzycząc z ekscytacją w telefon. Jest taka opinia, która głosi, iż ludzie małomówni mają najczęściej najwięcej rzeczy, dodajmy tu wartościowych, do powiedzenia. I mi to graj. Chociaż dla mnie- prawda leży po środku. Czasami nie pozostaje mi nic jak tylko się śmiać z mojego zaniemówienia (i klepnąć się w czoło).
Strach. Każdy się czegoś boi. Jednak gdzie jest granica waszego strachu? Czasami wydaje się, że istnieją ludzie, którzy niczego się nie boją, ale dla mnie prawda jest zawsze pośrodku. Na ile strach powstrzymuje nas od działania, od rozwoju? Nawet wiedząc, że coś może być dla nas pomocne, okazać się strzałem w dziesiątkę- tylko wystarczy się przełamać, często zwyczajnie poddajemy się. Raz za razem się nad tym zastanawiam, bo czasami ze strachem graniczy ekscytacja, a niekiedy rozpacz. Czy to może być dobry wyznacznik? Myślę, że przeprowadzone próby mogą być co najmniej poprawnym kryterium. Spróbować zawsze warto, ale jeśli za kolejnym i kolejnym razem nie sprawia nam to radości to myślę, że nie jest warte aż takiego poświęcenia, mimo wszystko.
Na koniec dnia dostałam uśmiech wychodzącego chłopaka w autobusie (i poza nim[autobusem], kiedy ja jechałam dalej, a on zmierzał w swoim kierunku).Taki miły drobiazg, a sprawił, że przez jakieś 5 minut wciąż na twarzy gościł wdzięczy uśmiech.
 

 
Tyle minęło od mojego ostatniego wpisu.
Naszło mnie natchnienie- poczucie, że muszę wyrazić swój światopogląd trochę głośniej niż w zakamarkach swojego umysłu.
Obudziłam się z marazmu. Uciekam. Goni mnie moje odbicie z przydomkiem "nie chce mi się". To nic złego wrzucić się czasem do tej szuflady, ale tylko jeśli nie notorycznie i nie dłużej niż dzień. Każdy potrzebuje trochę odpoczynku, ukojenia, odmóżdżenia. Gdzie jest granica między lenistwem, a relaksem? Ja z pewnością ją przekroczyłam, tak, że oglądając się w tył nie ma jej w zasięgu mego wzroku, tylko puste pola bezczynności.
Byłam dziś na biegu Westerplatte, pracować, nie biegać (chociaż za rok na pewno to zrobię). To zabawne, że na takiej imprezie stoi budka KFC.. Cóż, niektórzy, pobudzeni zapachem, koili swoje zmysły. Czy kogoś oprócz mnie to dziwi? Jak bardzo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia? Jak daleko potrafimy spojrzeć? Co umiemy dostrzec? Co odróżnić? Co wybieramy? Mnie pobudził widok ludzi, którzy są pełni pasji, kochają, marzą,walczą ze swoją słabością. I czułam. To był zapach zwycięstwa.
 

 
Kiedy wszystko zawodzi jest TO. Dziwny blog, jakiś skrawek myśli, jakiś temat, jakaś myśl, nawet jeśli przez chwilę- łapię ją.
Czy można jeszcze na kogokolwiek liczyć?
To nie ja.

Ale zawsze chodzi o to samo.
Miłość.
Jakby nic na świecie nie miało znaczenia. Już dawno zapomniane uczucie. Chociaż wciąż się tli w zakamarku umysły, by wyskoczyć przy kolejnym łyku wina.
Czuje się winna.
Czuję się samotna.
Czuję, że się poddaje.
 

 
Wspominałam, że tworzę z moim kumplem nasz kalendarz (kto by to pamiętał, czy w ogóle ktoś tu zagląda?)- by świętować każdy dzień, pozytywnie.
Dziś dzień zmian.
Masakra- to pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl. Wyrzuć to co złe i żyj szczęśliwie chciałoby się rzec. Ale czy to naprawdę takie proste? Nie potrafię się poddać, to nie ja. W głowie mam tylko naiwne "Nigdy się nie poddam!". I co mi z tego? Może tylko myśli są źle poukładane? Może myślenie jest złe. Słucham swojego serca a ono mówi" Kocham go, prawdziwie, na zabój, ale on mnie rani, nieświadomie, ty musisz być cierpliwa, ale to nigdy nie będzie proste, bo jak prosty może być brak tych (właśnie tych) ramion, ale chcesz być dla niego tą (właśnie tą) jedyną. Więc niech te łzy popłyną, a jutro znowu nadejdzie i będzie, po prostu, ale nigdy prosto".
 

 
Czy wam też się czasami wydaje, że jesteście kompletnie zieloni w technologii czy to tylko ja? Jestem zacofana! Bo dla mnie telefon służy do dzwonienia i kiedy chce iść z duchem czasu, a raczej strasznie tego potrzebuje to nagle ujawnia się tysiąc usług, które trzeba aktywować, żeby w ogóle coś z tego mieć. Ale skąd! Oferta super, wszystko ładnie, pięknie tylko potem się okazuje, że jak chcesz coś dodatkowo to płać. Ot co! Taki duch naszych czasów.
 

 
Teoria sterowania mówi, że nie może być ciągłego wzrostu, jak i nie może być też ciągłego spadku. Wszystko ma swoje wzloty i upadki. Liczę, że odbiję się od tego dna rozpaczy, błagam, niech gorzej już być nie może.
 

 
No i nadeszła ta chwila. Odezwał się. A ja nie wiem co dalej? Co odpowiedzieć? Czy mogę cokolwiek jeszcze zmienić? Czy mieć "focha"- choć wiadomo, że tego nienawidzi. Czy udawać, że wszystko jest ok? Ale nie jest. Nie chcę go stracić, ale czy naprawdę go mam? Czy bardziej chce swojego czy jego szczęścia?
Po części chciałabym żeby poczuł jak to jest nie mieć mnie, tracić. Chociaż wcale nie chce kusić losu...
Chcę być szczęśliwa. O. Tyle.
 

 
Czy jestem silną kobietą? Czy potrafię taką być? Czy brak walki, kapitulacja to siła czy jej brak?

Myślę. Wchodzę głęboko w zakamarki swojego umysłu.Pytanie, które zadaje sobie już od jakiegoś czasu krąży i krąży, wciąż zatacza koła- wraca. Pomilczeć? Czy milczenie oznacza odejście? Brak walki? Czy siłę, ale mimo wszystko poddanie się? Sprawdzenie kogoś? Nie jest to dla mnie łatwe, ciężko przychodzi, bo zawsze w swoich działaniach ceniłam szczerość intencji i zero intryg. Czysta karta. Więc dla mnie milczenie, a wręcz unikanie oznacza koniec pewnej epoki, oznacza pogodzenie się z pustką, z ciszą,z nicością. Może tak będzie dla mnie lepiej? Nie łatwiej, ale mimo wszystko lepiej. Moją dużą wadą i zaletą jest emocjonalność. Czyż nie jest tak, ze cokolwiek nie zrobię i tak poduszka będzie mokra od łez? Czyż nie jest tak, że nie ma dobrej drogi- prostej, bezbolesnej. Kiedyś prowadziłam podobne rozmyślania nad anoreksją- to siła czy jej brak? Jak wiele trzeba wy wyrzec się jedzenia? Jak wiele trzeba by poddać się presji otoczenia? I tak źle i tak niedobrze. Czy warto działać wbrew sobie? Czy szczególnie teraz, w poście, kiedy to odmawiamy sobie rzeczy, bez których wydaje nam się nie możemy żyć warto stanąć i zamilknąć? A może po prostu, zwyczajnie boimy się wyniku? Kiedy wszyscy biegną trudno stanąć, ale może właśnie wtedy prawda zwycięży?

Czy to nie zabawne, że by odkryć prawdę trzeba się z nią minąć?
 

 
Co do postanowień noworocznych idzie mi całkiem nieźle. Być może jest i tak, że idę dwa kroki w przód, a jeden w tył, ale nie będąc zbyt krytyczną bilans wciąż jest po mojej stronie.

Schudłam (by spocząć na laurach, po pochlebnych słowach znajomych). Zapisałam się na francuski (i nawet plan na uczelni mi pasuje). Zaczęłam kurs na instruktora aerobicu (to lubię).
Teraz jeszcze zdobyć trochę czasu na to by coś zarobić. To jedna z tych przerażających kwestii. Po prostu chciałabym zacząć jakoś tworzyć moją przyszłość, dążyć do życia, które chce.
Zaczyna się post. Postanowienia: zero słodkiego (ta sesja mnie rozbestwiła), ćwiczyć. W gruncie rzeczy post powinien wysuwać jakieś refleksje i mówimy, że zbyt bardzo przywiązujemy się do rzeczy nabytych: pieniędzy, luksusów, dążenia wciąż do perfekcyjnego ciała itp. Ale wiecie co? Nie mam w tym nic złego jeśli robi się to z właściwych powodów! Dlaczego zdrowe i wysportowane ciało jest złe? Nie jest. Złe jest to jeśli robi się to za wszelką cenę, głodówką i wyniszczeniem. Dlaczego posiadanie pieniędzy jest złe? Przecież mając je można zrobić tyle dobrego, nie tylko dla siebie. Złe jest to jeśli pieniądze ograniczają nasz punkt widzenia.

Więc do roboty. Bez pracy nie ma kołaczy- no pain, no gain
 

 
Pod prąd.
Obudziłam się wcześnie z zamiarem zmiany, jakiejkolwiek. 8 rano- ubieram się w dresy, czas na jogging, aż tu nagle podkusiło mnie spojrzeć za okno. Deszcz, wiatr. Nie jestem tak głupia by zmiany zaczynać od przeziębienia. Ale trzymam się nieźle. Na przyszłość nie mam żadnych nadziei, za dużo się już tego nałykałam- tak łapczywie by potem wszystko zwrócić wraz z żółcią. Teraz trzymam wszystko w rękach i dogłębnie oglądam, byleby tylko się nie odbiło, dało energię, lekko połechtało. Mały postęp jest lepszy niż żaden i lepszy niż duży. Więc tip top, tip top, tip...

Get happy!

Ps. Co do snu- dziwna sprawa. Ale sennik prawi: "oczekuj od życia czegoś nowego, spełnią się twoje życzenia". Nie protestuje.
 

 
Ot tak. Bo oczy tak nie lśnią, usta wciąż łakną, serce się kurczy.

Boli.